Trochę wolnego czasu poprawia nastrój - zbyt dużo może go po cichu pogorszyć.
Najtrudniejsze jest to, żeby wiedzieć, kiedy przestać.
Pragniemy wytchnienia od codziennej harówki, a jednak niekończący się luz rzadko jest tak przyjemny, jak brzmi w teorii. Nowe badania sugerują, że istnieje „złoty środek”, w którym czas wolny zwiększa szczęście - a po przekroczeniu pewnej granicy zaczyna działać odwrotnie.
Zaskakująca nauka o „w sam raz” wolnym czasie
Przez lata porady dotyczące dobrostanu powtarzały ten sam przekaz: pracuj mniej, odpoczywaj więcej. Jednak seria dużych badań w USA, zaprezentowanych przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne (American Psychological Association), pokazuje bardziej złożony obraz. Zarówno niedobór, jak i nadmiar wolnego czasu wydają się szkodzić temu, jak ludzie czują się na co dzień.
Badacze analizowali, jak dorośli spędzają dzień i jak oceniają satysfakcję z życia. Śledzili nie tylko liczbę godzin pracy, ale też to, co ludzie robią po pracy: oglądanie filmów, czytanie, malowanie, spacery, rozciąganie na macie do jogi, a także zwykłe siedzenie na kanapie.
Szczęście rosło wraz ze wzrostem ilości wolnego czasu - ale tylko do pewnego momentu. Potem dobrostan się wypłaszczał, a następnie spadał.
Ten punkt zwrotny nie wypadał na poziomie „emerytury w stylu leniwego relaksu”. U wielu uczestników nastrój zaczynał się pogarszać, gdy dzienna, niestrukturyzowana ilość wolnego czasu przekraczała kilka godzin.
Co tak naprawdę wykazały badania
Zespół sięgnął po kilka dużych zbiorów danych, aby doprecyzować obraz.
- Ponad 22 000 Amerykanów prowadziło szczegółowe dzienniki tego, jak spędzają dni wolne.
- Druga grupa 14 000 pracowników była obserwowana przez ponad dekadę - od 1992 do 2008 roku.
- Kolejne 6 000 osób wzięło udział w eksperymentach online dotyczących wykorzystania czasu i nastroju.
Wzorzec okazał się uderzająco spójny. Na początku większa ilość czasu wolnego działała korzystnie. Osoby mające godzinę lub dwie tylko dla siebie deklarowały wyższą satysfakcję niż ci, którzy bez przerwy biegli od zadania do zadania.
Jednak gdy dzienny czas wolny przekraczał mniej więcej pięć godzin, ten efekt słabł. Wiele osób zgłaszało mniejszą satysfakcję z życia, więcej stresu i uporczywe poczucie, że nie robią w ciągu dnia niczego sensownego.
Uczestnicy, którzy mieli około 7 godzin wolnego czasu dziennie, czuli się mniej produktywni, mniej szczęśliwi i bardziej zestresowani niż osoby z około 3,5 godzinami.
Stara fantazja o nieograniczonym czasie wolnym - wczesna emerytura bez planu albo życie bez terminów - nie przynosiła spodziewanego blasku. Po przekroczeniu pewnego progu czas zaczynał wydawać się pusty, a nie wyzwalający.
„Złoty środek” wolnego czasu dla szczęścia
Gdzie więc wypada szczyt krzywej? Badacze sugerują, że dla wielu dorosłych optymalny może być poziom około pięciu godzin czasu do własnej dyspozycji dziennie - przynajmniej w amerykańskim kontekście tych badań.
To nie znaczy, że pięć godzin drzemki na kanapie gwarantuje radość. To, co robisz w tym czasie, ma znaczenie równie duże jak to, ile on trwa.
Główna autorka, Marissa Sharif z Wharton School, twierdzi, że ludziom służy lepiej „umiarkowana ilość” czasu, nad którym mają kontrolę, niż całkowicie pusty dzień bez jakiejkolwiek struktury.
Zbyt mało wolnego czasu tworzy presję i wyczerpanie. Zbyt dużo - zwłaszcza bez struktury - rodzi poczucie bezużyteczności i obniżony nastrój.
Na przykład osoba pracująca na pełen etat może zauważyć, że trzy do pięciu godzin realnego czasu dla siebie rozłożonego w ciągu dnia - poranny spacer, spokojny lunch, wieczorne hobby - wyraźnie poprawia samopoczucie. Osoba niepracująca może potrzebować mniej „dokładania” kolejnych godzin wolnych, a bardziej nadania tym godzinom formy, która wydaje się wartościowa.
Dlaczego niekończący się luz może być tak nieprzyjemny
Na papierze dzień bez zobowiązań wygląda jak szczyt luksusu. W praktyce wiele osób z nieograniczonym czasem wolnym opisuje coś przeciwnego. Emeryci, bezrobotni i osoby biorące długie przerwy często mówią o narastającym niezadowoleniu.
Psychologowie wskazują kilka przyczyn:
- Utrata struktury: bez podstawowego rytmu dni zlewają się w jedno, a motywacja spada.
- Zagrożenie dla tożsamości: wiele osób wiąże część poczucia własnej wartości z tym, że coś wnoszą, uczą się lub robią postępy.
- Porównania społeczne: obserwowanie, jak inni „cisną”, może sprawiać, że długie okresy odpoczynku wyglądają jak porażka.
- Ruminacje: puste godziny dają więcej miejsca na zamartwianie się i samokrytykę.
Siedząc na kanapie trzecią godzinę, człowiek może zacząć się zastanawiać, czy nie marnuje życia. To poczucie utknięcia potrafi objawiać się stresem nawet wtedy, gdy skrzynka mailowa nie pęka w szwach, a termin nie goni.
Jak wykorzystać czas wolny, żeby naprawdę zwiększał szczęście
Badania sugerują, że treść czasu wolnego jest równie ważna jak jego ilość. Ludzie czuli się lepiej, gdy przynajmniej część wypoczynku przeznaczali na aktywności sensowne lub wciągające, a nie wyłącznie na bierne rozpraszacze.
Nadaj odpoczynkowi poczucie celu
Sens nie musi wynikać z wielkich osiągnięć. Drobne, satysfakcjonujące aktywności już zmieniają to, jak odczuwamy wolny czas. Przykłady:
- Gra na instrumencie lub nauka nowego utworu.
- Praca z aplikacją do nauki języka lub udział w grupie konwersacyjnej.
- Dołączenie do lokalnego klubu sportowego, chóru lub kółka rękodzielniczego.
- Ugotowanie nowego przepisu od podstaw.
- Zajmowanie się ogrodem, roślinami na balkonie lub ziołami w domu.
Te aktywności mają kilka wspólnych cech: wymagają skupienia, dają poczucie postępu i przynoszą skromne, ale realne poczucie osiągnięcia po zakończeniu.
Czas wolny poświęcony na rozwijanie umiejętności, kreatywność lub relacje zwykle poprawia nastrój bardziej niż godziny bezcelowego scrollowania.
Równoważ bierny i aktywny odpoczynek
Bierny odpoczynek - oglądanie serialu, scrollowanie, leżenie - też ma swoją rolę. Pomaga „wyłączyć” mózg, szczególnie po intensywnej pracy. Problemy pojawiają się wtedy, gdy cały wypoczynek staje się wyłącznie bierny.
Wielu ekspertów od dobrostanu sugeruje mieszanie obu form w ramach dziennego „okna” (pięciu godzin lub innej dostępnej ilości). Na przykład po pracy możesz przeznaczyć:
| Czas | Aktywność |
|---|---|
| 30 minut | Lekki spacer na zewnątrz |
| 45 minut | Gotowanie i jedzenie bez ekranów |
| 60 minut | Hobby lub nauka |
| 45 minut | Serial lub media społecznościowe |
| 30 minut | Czytanie przed snem |
Taka mieszanka łączy regenerację, przyjemność i poczucie posuwania się naprzód. Ogranicza też ryzyko „utonięcia” w trzech ciągłych godzinach bezmyślnej rozrywki, która rzadko daje satysfakcję po fakcie.
Co to oznacza dla pracowników, rodziców i emerytów
Idea „pięciu godzin” będzie brzmiała inaczej w zależności od etapu życia i rodzaju pracy. Samotny pracownik biurowy, rodzic trójki dzieci i emerytowana pielęgniarka odczytają tę liczbę przez zupełnie inne realia.
Dla osób pracujących bardzo długo dane są bardziej przypomnieniem niż celem. Ciągłe funkcjonowanie z minimalną ilością czasu dla siebie - dojazdy, praca, opieka, a potem padnięcie ze zmęczenia - stopniowo podcina szczęście i zdrowie w dłuższym okresie. Ochrona nawet małych „kieszeni” wolnego czasu każdego dnia może zauważalnie poprawić nastrój.
Rodzice i opiekunowie często mówią, że ich wolny czas wcale nie jest wolny. Jednym ze sposobów wykorzystania tych wniosków jest bronienie krótkich, wyraźnie zaznaczonych okienek, w których nikt nie może domagać się uwagi - nawet jeśli oznacza to 20 minut za zamkniętymi drzwiami z książką albo matą do jogi.
U emerytów lub osób między pracami ryzyko bywa odwrotne: dużo otwartych godzin, ale słaba struktura. Tu pomocne może być zbudowanie tygodniowego planu - zajęcia, wolontariat, praca na część etatu, stałe „godziny projektowe” w domu - który kotwiczy dzień i zmniejsza wrażenie pustego dryfowania.
Poza liczbą godzin: jakość, energia i indywidualne granice
Żaden z tych wyników nie jest sztywną receptą. Pięć godzin spędzonych w niepokoju albo w ciągłych przerwaniach nie będzie lepsze niż dwie spokojne, chronione godziny. Poziom energii, zdrowie psychiczne, poczucie bezpieczeństwa zawodowego i stres finansowy - wszystko to wpływa na to, jak odczuwamy odpoczynek.
Niektórzy naprawdę rozkwitają przy większej ilości luzu; inni zaczynają czuć się gorzej, gdy dzień zawiera długie, puste odcinki. Znaczenie mają też osobowość, kultura i dochód. To, co badania wyraźnie podkreślają, to fakt, że „więcej” nie znaczy automatycznie „lepiej”.
Kto chce poprawić dobrostan, może potraktować te wyniki jako orientacyjne narzędzie: sprawdź, ile godzin dziennie naprawdę masz pod kontrolą, a potem uważnie obserwuj, kiedy nastrój rośnie, a kiedy spada. Dostosuj nie tylko ilość odpoczynku, ale też to, czym go wypełniasz.
Praktycznym ćwiczeniem może być osobisty „eksperyment z czasem” przez tydzień. W jedne dni zaplanuj więcej uporządkowanych, sensownych aktywności, a w inne zostaw wypoczynek luźniejszy i bardziej bierny. Na koniec dnia zanotuj nastrój, energię i poczucie sensu. Z czasem pojawiają się wzorce - i te osobiste dane często lepiej prowadzą do dobrych decyzji niż jakakolwiek uniwersalna reguła.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zostaw komentarz